czwartek, 9 kwietnia 2020

5/2020 Motylem jestem, czyli box na poprawę humoru

Kiedy dajecie komuś prezent? Pewnie na urodziny, imieniny może, z okazji świąt, ważnej wspólnej rocznicy. A czy dajecie prezenty ot tak, po prostu, bez żadnej przyczyny, z porywu serca albo dla pokrzepienia ducha?

To pudełeczko powstało na zamówienie kilku koleżanek z pracy, które chciały pocieszyć jedną z nich. Pocieszyć, bo... dostała awans i została przeniesiona do innego działu. Niby awans jest powodem do radości, ale dla wrażliwej duszy ta zmiana okazała się dość trudna. Relacje koleżeńskie przetrwały oczywiście te turbulencje, ale panie postanowiły wywołać uśmiech na twarzy swojej jeszcze niedawnej sąsiadki zza biurka. A ponieważ adresatka tego boxa wprost kocha motyle... powstało takie motyle pudełko:


A w środku... jeszcze więcej motyli:





Cały box to właściwie dwa kolory - delikatny róż i kremowy. Dodatkowo, żeby nadać całości bardziej romantycznego charakteru, dość mocno potuszowałam brzebi papierów sprawiając, że pudełko elegancko się "zestarzało". Koronki, kwiatuszki, drobne pręciki - wszystko to dodaje całości bardzo dziewczęcy charakter.

Ścianki boxa to jeszcze więcej motyli:



wykrojnikowy aforyzm:


i piękna słowa wybrane przez koleżanki:


Naprawdę dobrze jest czasem podarować coś komuś bez powodu i świetnie przygotować dla kogoś taką pracę :)

Pozdrawiam serdecznie,



A wszystko to znajdziecie w Rapakivi:

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

4/2020 Złote gody w pastelowych barwach

Na dziś przygotowałam kartkę, która już dawno cieszy oko obdarowanych. Była przygotowana na pewne złote gody i, jak to często u mnie bywa, była jedną z kilku kartek na tę samą okazję. Zawsze w takich sytuacjach mam niemały orzech do zgryzienia i kombinuję czasem nieźle, żeby każda praca była inna pod względem kolorystyki, kompozycji itp. Wiadomo, że nie ucieknę gdzieś od swojego stylu i moje kwiatowe bukiety zawsze będą napchane różnymi drobnostkami. Przyznam, że lubię takie "masowe zlecenia", bo są dla mnie takim wyzwaniem, które karze mi szukać nowych, ciekawych rozwiązań w swoich pracach.

Ta kartka stworzona była z okazji zimowej rocznicy ślubu. Lubię, jak kolory pasują do pory roku. Wiosna kojarzy mi się z zielenią, delikatnymi pastelami, lato jest pełne energetycznych barw, jesienią dominują ciepłe kolory, a zima jest cała jasna i pastelowa. Taka rozbielona śniegiem, którego u nas w tym roku zabrakło, a za którym tęskniłam bardzo tej zimy. Może dlatego, że chciałam zobaczyć, jak zareaguje na niego moja córeczka, która uwielbia deszcz ;)

Zdjęcie kartki robiłam na szybko, właściwie tuż przed odbiorem kartki. Nie miałam więc czasu na przygotowanie tła i poczekanie na właściwe światło dzienne, ale za to trochę ćwiczyłam obróbkę zdjęć, więc oczy nie bolą. Taką mam nadzieję ;)


Uwielbiam dodawać na kartce kolejne warstwy i warstewki. To prosty sposób, żeby nadać kartce elegancji i sprawić, że wygląda naprawdę bogato, a koszt takiego zabiegu jest naprawdę niewielki, bo przecież można do tego wykorzystać papierowe ścinki albo sporo tańsze niż papier scrapowy kartony ozdobne. Do tego trochę kosteczek dystansowych i cała kompozycja po prostu ożywa :)

Zdradzę Wam pewną tajemnicę: nie przepadam za zielonymi liśćmi. Naprawdę! W niektórych kartkach, pięknie skomponowanych kolorystycznie, zielone liście po prostu nie pasują. Mam wrażenie, że to dwa grzyby w barszcz. Dlatego w moich kartkach znajdziecie liście we wszystkich kolorach tęczy, a kremowe lubię chyba najbardziej. Często korzystam z kremowych baz, na tym samym papierze drukuję napisy i listki czy inne drobnostki w tym samym odcieniu jakoś tak ładnie spajają mi całość. Tutaj listki wycięłam z resztek papieru scrapowego, ale wszystkie serduszkowe akcenty to ten sam papier, co baza, ramka z napisem, ozdobny kwadrat z dziurkowanym brzegiem.


Papiery, po które tym razem sięgnęłam to kiviowa klasyka - delikatny Lacy Sunset #5 i słoneczny Lacy Sunset #2. Moim zdaniem to duet idealny :)


Zauważyliście, że chociaż nie potrafię obyć się bez papierowych kwiatów, na tej kartce pojawił się tylko jeden? Za to jest to całkiem spora śliczna cynia w białym kolorze. Dodałam do niej kilka drobniutkich pręcików/ryżyku, ozdobiłam wspomnianymi już listkami i kartka była gotowa do wręczenia.


Włożyłam ją tylko do pudełka z okienkiem w kształcie serca.


Jestem bardzo dumna z projektu pudełka - okienko jest duże, w pięknym kształcie i elegancko otoczone ozdobną bigą. To takie drobne rzeczy, ale sprawiają, że całość prezentuje się naprawdę świetnie. Nie lubię ozdabiać pudełek. Dla mnie ma ono przede wszystkim chronić kartkę przez zniszczeniem, zakurzeniem itd. Ozdobione pudełko musiałabym po prostu włożyć w jeszcze jedno.


Udanego tygodnia :) Nie dajcie się wirusowi i dbajcie o siebie!




No i lokowanie produktów - Rapakivi poleca się :)

 

sobota, 4 kwietnia 2020

3/2020 Box jest bordowy a dom dziś trochę za ciasny

Dzisiaj dopadła mnie trochę chandra kiszenia się w domu. (Tu trzeba wyjaśnić, że post piszę w środku nocy, na blogu za to wyświetli się rano, wiec to postowe dziś to właściwie moje wczoraj.) I chociaż po trochu zgadzam się z Olgą Tokarczuk, że dla introwertyka cała ta sytuacja jest lekką ulgą od ekstrawertycznego świata, to jednak w moim wypadku jest to ulga nieco pozorna.

Nie zrozumcie mnie źle, kocham moją rodzinę i przez większość czasu, siedzenie z nimi w czterech ścianach nie wywołuje u mnie jakichś nieprzyjemny sensacji żołądkowych. Nie jesteśmy żadną familią z obrazka, bądźmy szczerzy. Kto zna nas trochę bliżej ten wie, że naprawdę wybuchowa z nas mieszanka  i niekiedy powietrze w naszym domu jest naprawdę gęste od napięcia. Przez większość czasu mimo wszystko koegzystujemy w harmonii, jednak są takie dni, kiedy każdemu puszczają nerwy. I są też takie dni, kiedy jedyną osobą, na której towarzystwo mam ochotę, jestem ja sama. 

Myślę, że w takich momentach każdy, nawet największy dom, mógłby być dla mnie za ciasny i przeludniony, a w obecnej pandemicznej sytuacji mam poczucie, że naprawdę nie mam dokąd uciec. Do tego moje nadwrażliwe zmysły działają na obrotach podwyższonych przez buzujące w środku napięcie. Wszystko jest zbyt głośne, zbyt kolorowe i za bardzo śmierdzi. Moja mama stwierdziła, że w sumie ja przecież niewiele z tego domu wychodzę (urok pracy i mieszkania w jednym miejscu), więc nie bardzo rozumie, o co chodzi. To prawda, ale subtelna różnica polega na tym, że zazwyczaj wychodzą wszyscy inni i wtedy ja jakoś łatwiej mogę zaczerpnąć powietrza i posłuchać jak w ciszy oddychają ściany domu.

Dzisiaj trochę mnie przydusiło i wszystkie plany spaliły na panewce. Coś wybuchło, mleko się rozlało, bez trzaskania drzwiami, ale z głośnym tupotem zawinęłam się w kłębek, trochę odwodniłam oczami i poużalałam się nad sobą. Potem wygrzebałam się spod koca, a teraz siedzę i piszę. 

Nie mam na dzisiaj nic nowego, ale, skoro coś wybuchło, jest exploding box - taki suchar, mało śmieszna zabawa słowami. Zrobiłam go dużo wcześniej, na ślub sprzed czasów zarazy i pokazałam nawet na blogu Rapakivi. Zaproszenia były na bordowej bazie, z kremowym papierem i złotym akcentem w postaci delikatnego sznureczka. Pomyślałam więc, że fajnie, jeśli pudełko będzie nawiązywać do nich kolorystycznie. Czasami wgląd w zaproszenie (te akurat były mojego autorstwa) bardzo ułatwia sprawę. Poza tym osobiście mam wrażenie, że jeśli będę trzymać się kolorystyki wybranej przez państwa młodych, box czy kartka w sposób oczywisty przypadnie im do gustu. Czy tak jest rzeczywiście, nie wiem, ale lubię wierzyć, że ma to jakiś sens.


Lubię bardzo ten koronkowy wykrojnik. Czasem aż go nadużywam, nie mając przy tym zupełnie żadnych skrupułów. Wykrojniki eksploatuję aż do obrzydzenia, bo kupuję je dość rzadko. Jeśli naoglądam się ich zbyt dużo, nie potrafię się na nic zdecydować. Za to cieszą mnie bardzo mające miejsce kilka razy do roku odwiedziny Ani-Rudolpha, która przyjeżdża zawsze z małym fragmentem swoich scrapowych dobroci i jeszcze do tego wytnie i wyciśnie mi małe co nieco ;) Tym razem odwiedziny odwleką się w czasie, ale na szczęście mam jeszcze niemały zapas rudolphowych dobroci ;)

Z wykrojnika skorzystałam dlatego, że bordowego koloru było mi trochę za dużo, a wycięcie wzoru w papierze scrapowym i delikatne odsłonięcie kontrastującej bazy nadało całości delikatności. Zresztą wszystkie odcienie czerwieni to dla mnie trudny temat i wciąż nieudolnie się w nim ćwiczę.


Listki są z mojego ukochanego listkowego Jolly&Bright #2. Cieszę się, że mam pochowane jeszcze sporo "makulatury" z druku (czyli tych papierów, które są potrzebne do rozruchu maszyn drukarskich i które nie zawsze są stuprocentowo wartościowe), bo nie wyobrażam sobie, że mogłoby mi tego papieru zabraknąć.


A box jest serduszkowy, na serduszkowej bazie. Serduszka dodatkowo ozdobiłam wycinankami, bo jakoś znowu ciążyło mi to bordo.


Na środku boxa umieściłam kompozycję z kwiatów.


A na ściankach tekturki i inne drobnostki:




No i to by było na tyle. 

Życzę Wam miłego dnia, a więc sobie dobrej nocy.


Tradycyjnie lokuję produkty z Rapakivi:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...